sobota, 13 kwietnia 2013

Historia wypadku, część III


"Gdyby nie mój anioł,czyli ratowniczka, będąca w helikopterze z dzieckiem w moim wieku, nie byłoby mnie tutaj i nie opowiadałabym tej historii. Umiarałam w helikopterze, ponieważ wykrwawiłam się na śmierć po przecięciu tętnicy w moim udzie, w trakcie wypadku. Mężczyzna, który opiekował się mną prawie przestał, ale ta matka zaczęła błagać aby się nie poddawał. Ryzykowała swoją pracę aby mnie uratować i na szczęście udało się.
Zabrali mnie na Uniwersytet Alabama w Birmingam do szpitala krytycznych urazów i poparzeń. Szybko zabrali mnie na salę operacyjną i budziłam się w trakcie trwania operacji. Nie mogli dać mi więcej narkozy, bo było 99 procent szans na to, że się nie obudzę.
Byłam przebudzona i czujna przez całą operację. Nie mogłam się ruszyć, mrugać i mówić. Próbowałam krzyczeć, ale lekarstwo, które mi podano, sparaliżowało mnie. Słyszałam jak rozmawiali. "Musimy uciąć jej nogę. Amputujemy ją". Wyobraź sobie jak bzikowałam w tym momencie. Będą amputować moją nogę, a ja nie śpię! O nie! Błagałam ich by nie ucinali mi nogi, ale na nic się to nie zdało, ponieważ mnie nie słyszeli. To było jak eksterioryzacja (ang.out of body experience czyli dokładnie tłumacząc ‚doświadczenie poza ciałem’ -wrażenie postrzegania świata spoza własnego ciała).
Słyszałam jak mówili, że nie ma możliwości abym w przyszłości chodziła albo chociaż żebym żyła normalnie z nogą lub bez niej. Moi rodzice siedzieli na zewnątrz i bzikowali, bo nie wiedzieli czy wyjdę z operacji żywo. Lekarze powiedzieli im, że robili co w ich mocy, ale nie wygląda to dobrze. Mama z tatem przyjechali dwie godziny po tym jak dowiedzieli się, że coś mi się stało. Nie mieli pojęcia jak wielkich obrażeń doznałam i teraz zmierzyli się z tym, że mogą więcej nie zobaczyć swojej córeczki.
Pamiętam przebudzenie się po kilku dniach od operacji. Byłam sama w pokoju z białymi ścianami. Nie mogłam mówić czy też przesunąć się chociaż o cal. Byłam podłączona do aparatury, pomagającej mi oddychać. W klatce piersiowej miałam również przewód, pompujący krew. Miałam ponad sześć tysięcy szwów na jednej nodze, a na drugiej gips, idący od kolana aż do biodra. Miałam wielokrotnie przetłaczaną krew i potrzebowałam jeszcze ponad 20 unitów krwi.
Mój chirurg był niesamowity, potrafił naprawić wszystkie moje nerwy, mięśnie i resztę nogi z powrotem. Żaden z moich nerwów nie jest naprawiony do końca więc jeśli chodzę za dużo, noga puchnie.
Dni mijały bardzo szybko. Bałam się. Bałam się bólu. Bałam się mojej przyszłości. Wydawało mi się, że przez chwilę widziałam moich rodziców, gdy byłam na oddziale intensywnej terapii. Kiedy ktoś wchodził do mojej sali, trzymałam oczy zamknięte. Myśleli, że śpię, a tak naprawdę słuchałam tych wszystkich złych wiadomości. Pamiętam tylko kilka osób,które mnie odwiedziły choć było ich naprawdę wiele. Moja przyjaciółka nie chciała mnie opuścić, widok jej łez złamał mi serce, nigdy wcześniej nie widziałam jej płaczącej. Jej ojciec, ten który zatrzymał łódź i wyciągnął mnie z wody, również mnie odwiedził. Nie mogłam mówić, ale ułożyłam usta tak, jakbym mówiła ‚bohater’.
To, że nie mogłam mówić, było naprawdę trudne. Dali mi rurkę, biegnącą przez moje gardło, którą oddychałam. Nie mogłam się komunikować. Najlepiej pamiętam to, gdy przyszła odwiedzić mnie bardzo ważna dla mnie osoba. Był to ktoś, na kogo byłam zła, ktoś kogo zraniłam, ktoś kto zranił mnie. Nasze ostatni słowa były bardzo bolesne, a widzenie twarzy tej osoby uświadomiło mi coś – każdy może odejść w każdej sekundzie."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz